Ostatnio przy okazji letnio-jesiennych porządków w szafie, wpadło mi w ręce futerko – mięciutki, ekologiczny płaszczyk jesienny, taki w stylu vintage i niegotowy na emeryturę! Futerko wisiało już w mojej szafie kilka lat – w nadziei, że jednak się w nie kiedyś zmieszczę… Znacie to, prawda? I znowu się nie zmieściłam i wtedy spojrzałam prawdzie w oczy, że ten moment może już nigdy nie nastąpić.

Cóż… Trzeba zrobić miejsce na nowe – odpaliłam popularną aplikację i postanowiłam wystawić moje futerko na sprzedaż. No, ale pytanie za ile? Skąd mam wiedzieć? Przecież nigdy wcześniej nie sprzedawałam futerka. Zaczęłam działać intuicyjnie. Najpierw przypomniałam sobie za ile kupiłam futerko, obejrzałam w jakim jest stanie no i oczywiście – co najważniejsze –  zaczęłam sprawdzać za ile “chodzą” takie futerka w sieci. Co prawda identycznego nie znalazłam, ale wiecie – w końcu jestem agentką nieruchomości szacuję ceny ofertowe dla domów, działek, mieszkań… To co? Ja futerka sobie nie wycenię? No i oczywiście wyceniłam moje futerko, a potem per analogiam do nieruchomości wyczyściłam je, doszyłam guzik, zrobiłam ładne zdjęcia i wystawiłam.

Wystawiłam i czekałam, czekałam na zapytania, telefony. Czekam jeden dzień, drugi dzień, trzeci… A tu nic! Cisza. Może to jeszcze nie czas na sprzedaż futerek – myślę? No to kupiłam wyróżnienie podbijające ofertę. I dalej nic. Cisza, cisza, wielka cisza. Już prawie zapomniałam o moim futerku, lecz w końcu je sprzedałam. I wtedy mnie olśniło. Natchnęło mnie, bo zobaczyłam, że popełniłam podstawowy błąd – dokładnie taki sam błąd jaki często popełniają moi klienci szacujący wartość swoich nieruchomości. Zwyczajnie przeszacowałam wartośc mojego futerka, ale dzięki temu zobaczyłam ten mechanizm, który wygląda następująco.

Na początku myślałam, żeby sprzedać futerko za cenę X. Bo wiem za ile je kupiłam, w jakim jest stanie i przypuszczałam, że za tyle może “pójść”. Następnie zaczęłam przeszukiwać sieć, żeby zbadać konkurencję. Tu rozstrzał cenowy był duży, oczywiście, że skupiłam się na tych droższych futerkach. Widzę takie kuse futerko w podobnej cenie do mojego, a przecież moje futerko jest do kostek, zatem powinno być droższe. Dalej patrzę i co widzę? Piękne futerko od Dolce&Gabbana! A przecież moje wygląda dokładnie tak samo! I cena znowu siup do góry. W efekcie moja cena była już dwa, a nawet trzy razy wyższa od wyjściowej. Myślę sobie – wystawię drożej i najwyżej zobaczymy, zawsze przecież cenę można obniżyć, a kupiec będzie i tak jeszcze negocjował.

I z takim przekonaniem wystawiam futerko z ceną – jak mi się wtedy wydawało – tylko lekko przeszacowaną. Wejść na ofertę nie było prawie wcale, nie wspominając o jakichkolwiek  konkretnych zapytaniach. Zapłaciłam za dodatkowe podbicia i dalej nic. Potem cenę obniżyłam raz, drugi, trzeci – przy czym trzeci raz to już było poniżej mojego wyjściowego X i w końcu poddałam się, wycofałam futerko ze sprzedaży. W międzyczasie koleżanka poleciła mi fajny komis. Pani w komisie od razu fachowo oceniła stan futerka i zaproponowała cenę, znała nawet klientkę, która szukała czegoś podobnego i faktycznie w niedługim czasie sprzedała moje futerko. Ufff…

Jaki z tego morał?

Popełniając na samym początku błąd w wycenie futerka, zmarnowałam dużo mojego cennego czasu, energii, oraz poniosłam dodatkowe koszty na podbicia, wyróżnienia i jeszcze finalnie sprzedałam futerko za mniej niż myślałam na początku. W przypadku mojego futerka różnica w cenie była na poziomie kilkudziesięciu złotych, przy nieruchomościach mówimy o dziesiątkach tysięcy złotych, a nawet więcej. Zatem zastanów się czy jednak nie warto przy sprzedaży skorzystać z pomocy specjalisty.